1 July 2025

Ściana pełna imion. Klasztor Świętych Piotra i Pawła na przylądku Spatha

Przez niemal sto lat żeglarze, kupcy i urzędnicy ryłi swoje imiona w tynku tego kościoła. Sześćdziesiąt sześć wpisów między 1514 a 1608 rokiem. Dokument ruchu, nie pobożności.

Fasada klasztoru Świętych Piotra i Pawła na przylądku Spatha, zachodnia elewacja z dzwonnicą
Artur Kiwa. 2025. Catholicon klasztoru — elewacja zachodnia z dzwonnicą na sygnaturkę i zdobionym portalem wejściowym. Drzwi dobudówki widoczne po lewej.. (Archiwum własne)

Klasztor Świętych Piotra i Pawła na przylądku Spatha nie leży przy drodze, bo żadna droga tam nie prowadzi — przynajmniej nie taka, którą nazwałbyś drogą bez wyrzutów sumienia. Półwysep Spatha, ten palec lądu wbity w Morze Śródziemne na północny zachód od Chanii, jest jednym z tych miejsc na Krecie, które skutecznie bronią się przed turystyką. Szutrówka z Rodopos robi swoje — po kilku kilometrach większość samochodów osobowych zaczyna wydawać odgłosy, których producent nie przewidywał. Ale jeśli dotrwasz, jeśli auto przeżyje, czeka cię coś, czego nie znajdziesz w żadnym folderze. Ściana pełna imion.

Panorama zatoki u podnóża przylądka Spatha, widok z drogi dojazdowej do klasztoru
Artur Kiwa. 2025. Zatoka przy klasztorze widziana z drogi dojazdowej. Na horyzoncie półwysep Akrotiri. To tędy przez wieki cumowały łodzie żeglarzy, którzy odwiedzali świątynię.. (Archiwum własne)

Zacznijmy od początku. Klasztor — bo to był klasztor, choć dziś wygląda bardziej jak opuszczony folwark — powstał gdzieś w późnym średniowieczu, razem z sąsiednim klasztorem Agios Ioannis w Gionas, kilka kilometrów dalej na północ. Obydwa tworzyły jeden kompleks monastyczny, który funkcjonował w czasach weneckich. To, że klasztor na Spatha był dobrze znany ludziom morza, wiemy nie z kronik ani dokumentów administracyjnych, lecz z samych ścian. Przez niemal sto lat żeglarze, kupcy, urzędnicy i podróżni zostawiali tu swoje imiona, daty i krótkie relacje z podróży. Po tureckim podboju Krety w 1669 roku obydwa klasztory przeszły pod opiekę potężnego klasztoru Gonia w Kolimbari. W katalogu kościołów i klasztorów sporządzonym przez Wenecjan w 1637 roku klasztor na Spatha w ogóle nie figuruje. Może był już wtedy zbyt mały, zbyt zapomniany, zbyt daleko. A może po prostu nikt nie zadał sobie trudu dotarcia tam z formularzem spisowym.

Wnętrze catholicon — widok w kierunku ikonostasu, freski na sklepieniu kolebkowym
Artur Kiwa. 2025. Nawa główna z ikonostasem. Na sklepieniu kolebkowym zachowane freski w dwóch warstwach chronologicznych. Współczesne ikony i wyposażenie liturgiczne świadczą o aktywnym użytkowaniu kościoła.. (Archiwum własne)

Kościół — catholicon, jak mówi się na główną świątynię klasztoru — jest jednonawowy i nakryty kopułą wykładaną bizantyjską ceramiką. Freski zachowały się w dwóch warstwach, dwóch epokach i dwóch różnych stylach. Starsza część, we wschodnim odcinku świątyni, pochodzi z końca XIV wieku. Malował ją anonimowy artysta działający w tradycji szkoły macedońskiej. Nie należał zapewne do najwybitniejszych mistrzów swojej epoki, ale pozostawił program ikonograficzny typowy dla późnośredniowiecznej Krety. Młodsza warstwa, związana z zachodnią dobudówką, powstała około połowy XV wieku. Widać w niej pewniejszą rękę, większą swobodę kompozycji i bogatszy repertuar scen.

Freski na północnej ścianie nawy — sceny narracyjne, koniec XIV wieku
Artur Kiwa. 2025. Północna ściana nawy głównej. Starszy cykl fresków (koniec XIV w.) w tradycji szkoły macedońskiej. Widoczne sceny z życia świętych lub cykl chrystologiczny; identyfikacja utrudniona przez znaczne zniszczenia warstwy malarskiej.. (Archiwum własne)
Freski zachodniej dobudówki — Przemienienie Pańskie i sceny narracyjne, ok. połowy XV wieku
Artur Kiwa. 2025. Zachodnia dobudówka (ok. połowy XV w.). W górnym rejestrze rozpoznawalne Przemienienie Pańskie (Μεταμόρφωσις) — Chrystus w mandorli, poniżej apostołowie. Po lewej scena z postaciami przy drzewie, trudna do jednoznacznej identyfikacji.. (Archiwum własne)
Freski zachodniej części nawy — Ukrzyżowanie i sceny dolnego rejestru, XV wiek
Artur Kiwa. 2025. Zachodnia część nawy. W środkowym rejestrze scena Ukrzyżowania z postaciami po bokach krzyża. Dolny rejestr z scenami narracyjnymi, częściowo zasłonięty przez późniejsze nawarstwienia i zniszczenia.. (Archiwum własne)
Fresk hierarch w niszy ściany — postać biskupa lub świętego ojca Kościoła, XIV wiek
Artur Kiwa. 2025. Nisza ściany bocznej. Postać hierarchy kościelnego w omoforze z krzyżami — prawdopodobnie jeden ze świętych ojców Kościoła. Twarz silnie przetarta. Przy postaci widoczne graffiti z epoki weneckiej.. (Archiwum własne)

Ale nie o freskach chcę Wam opowiedzieć. Przynajmniej nie przede wszystkim.

Wyobraźcie sobie: jest rok 1514. Jakiś żeglarz — może Kreteńczyk, może Wenecjanin, a może ktoś pomiędzy, bo w tej epoce granice tożsamości były znacznie bardziej płynne niż granice na mapach — dociera do tej zatoczki. Może przygnał go wiatr. Może szukał słodkiej wody. Może chciał pomodlić się przed dalszym rejsem, bo za Spathą zaczyna się otwarte morze i kończy osłona wyspy. Wchodzi do kościoła. Patrzy na freski. I zamiast tylko się pomodlić, sięga po nóż albo ostry kamień i ryje w tynku: 1514 / εγραψα εγο — napisałem ja.

Nie wiemy jak miał na imię. Nie wiemy skąd przypłynął. Nie wiemy nawet, czy był Grekiem, Wenecjaninem czy kimś jeszcze innym. Ale to wystarczy, żeby zrozumieć, co zaczęło się dziać z tą ścianą przez następne niemal sto lat. Ludzie pisali. Jeden po drugim, rok po roku, po grecku i po włosku, kursywą i drukowanymi literami, z datą i bez, z imieniem albo tylko pod monogramem. Łącznie sześćdziesiąt sześć wpisów pomiędzy rokiem 1514 a 1608.

Graffiti łacińskie na tynku — wpis nr 53 z corpus, LAVRE(N)CIVS CAPELVSL PA/TRONVS
Artur Kiwa. 2025. Wpis nr 53 z corpus Tsougarakisa i Angelomati-Tsougaraki: LAVRE(N)CIVS / CAPELVSL PA/TRONVS po(n)ti/... Jeden z 66 wpisów z północnej i południowej ściany świątyni zewidencjonowanych w latach 1514–1608.. (Archiwum własne)
Graffiti greckie na tynku — wpis nr 27 z corpus (1553), Manuel Skoutariotis
Artur Kiwa. 2025. Wpis nr 27 z corpus Tsougarakisa i Angelomati-Tsougaraki (1553): ἐβρΗσκόμ(εν)ος ὑ/Ζον ναὸν τῶν ἁΙων ἀπο/Σόλων Πέτρου κ(αί) / Παύλου ΗθέΛΗσα / Ἐγῶ μανουὴλ σκοῦ/ταριώτΗς διά να γρά/ψω. Jedyne źródło potwierdzające wezwanie świątyni.. (Archiwum własne)

Dimitris Tsougarakis — badacz, który zebrał i opracował corpus graffiti z kreteńskich kościołów i klasztorów — poświęcił tej jednej ścianie pięć stron swojego Syntagma Charagmaton, wydanego przez Akademię Ateńską w 2015 roku. To rzadkość. Większość świątyń otrzymuje akapit lub dwa. Ta ściana zasłużyła na więcej.

Kim byli ci ludzie? Rok 1523. Niejaki Georgios, sługa Boży, zostawił po sobie krótki zapis. Tekst jest uszkodzony i nie wszystko da się odczytać. Wiemy jednak, że przypłynął tutaj łodzią, wspomina wiatr, podróż i swoje przybycie. Pięćset lat później zostało po nim zaledwie kilka zdań — i to wystarczyło, by przetrwał.

Rok 1535. Manolis — imię popularne na Krecie jak Jan u nas — opisuje, że wrócił z przylądka, gdzie wiał silny wiatr. Morze go τρεμουτανα — trzęsło, kołysało, być może przestraszyło. Słowo ma w sobie coś bardzo fizycznego: drżenie pokładu, niepewność, nieprzyjemną podróż. Manolis nie brzmi jak pielgrzym. Brzmi jak człowiek morza, który właśnie przeżył cięższy dzień niż planował.

Graffiti mieszane — wielowarstwowe wpisy włoskie i greckie, koniec XVI – początek XVII wieku
Artur Kiwa. 2025. Wielowarstwowe graffiti na tle fresku. Nakładające się inskrypcje włoskie i greckie z końca XVI i początku XVII wieku. Widoczne charakterystyczne obramowania prostokątne stosowane przy dłuższych wpisach.. (Archiwum własne)

A potem pojawia się wpis, który brzmi niemal jak fragment dziennika okrętowego: „2 września 1540 roku przybyłem tu ja, Francesco Cristafer, syn nieżyjącego Luki, z załogą galeonu pana Girolama Corony i wraz z Zane Ulaco z Kandii." Nie wiemy, kim byli. Nie wiemy, dokąd płynęli. Wiemy tylko tyle, że uznali za stosowne zostawić swoje nazwiska na ścianie klasztoru stojącego na końcu świata.

Rok 1545. Georgios Gavalàs, który określa siebie mianem cancellarius — kanclerza. Towarzyszy temu notarialny monogram wycięty w tynku niemal tak samo starannie, jak pieczęć odciskana na dokumencie. Gavalàs to nazwisko dobrze znane w historii Krety. Jeden z tych rodów, które przez stulecia nauczyły się funkcjonować pomiędzy światem greckim a weneckim. Kanclerz na końcu półwyspu Spatha. Człowiek administracji, który zostawia swoją wizytówkę w miejscu, do którego dziś wielu turystów nie chce ryzykować jazdy.

Graffiti na fresku — nakładające się wpisy łacińskie i greckie, ściana północna
Artur Kiwa. 2025. Fragment ściany północnej z nawarstwieniem graffiti na fresku. Widoczne wpisy łacińskie i greckie z XVI wieku, część obramowana prostokątem — konwencja stosowana przy dłuższych inskrypcjach. W kadrze prawdopodobnie wpisy z lat 1533–1547 (numery 3–22 corpus).. (Archiwum własne)

Rok 1553. Manuel Skoutariotis zapisuje coś niezwykłego. Używa formy ήθελησα — „zechciałem", „postanowiłem", „pragnąłem odwiedzić". Nie opisuje samego przybycia, lecz zamiar. Pisze, że chciał odwiedzić kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Trudno powiedzieć, dlaczego wybrał właśnie taką formę. Być może była to zwyczajowa formuła pobożności. Być może chciał podkreślić sam akt pielgrzymki bardziej niż jej wykonanie. A może po prostu pisał tak, jak mówił.

Fresk ze sceną narracyjną i graffiti w dolnej strefie ściany
Artur Kiwa. 2025. Dolna strefa ściany bocznej. Graffiti nakładają się bezpośrednio na freski, wypełniając przestrzenie między postaciami. Widoczne wieloliniowe wpisy greckie i łacińskie.. (Archiwum własne)

Rok 1607. I tu trafiamy na prawdziwą perełkę. Nikolaos Priouli — nazwisko kojarzone z jednym z najbardziej wpływowych rodów Wenecji, obecnym w źródłach od średniowiecza — doktor prawa, przybywa wraz z czterdziestoma towarzyszami. Czterdziestoma. To nie wygląda na prywatną wycieczkę. Bardziej przypomina inspekcję, misję urzędową albo wyprawę człowieka, który nie podróżował samotnie. Priouli na Spatha z czterdziestoma ludźmi brzmi mniej więcej tak, jakby dziś minister przyjechał z całym gabinetem do schroniska na końcu Bieszczad.

Freski ze świętymi i graffiti — wpisy nr 32–33 z corpus, daty 1564
Artur Kiwa. 2025. Ściana z freskami świętych i nawarstwieniem graffiti. W górnej strefie wpisy nr 32–33 z corpus: 1564 μινι oraz 1564 die ii marzo / † hic fut petrus co(r)ner co(s)teli(?). Graffiti pokrywają przestrzenie między postaciami świętych.. (Archiwum własne)

Co nam to wszystko mówi? Przede wszystkim to, że ta ściana jest dokumentem. Nie tylko dokumentem religijności, choć i tego aspektu nie da się pominąć. Jest przede wszystkim dokumentem ruchu. Dokumentem ludzi przemieszczających się po zachodnim wybrzeżu Krety. Spatha była punktem na morskiej mapie. Żeglarze znali tę zatoczkę, wiedzieli o kościele i zatrzymywali się tutaj tak, jak dziś zatrzymujemy się na stacjach benzynowych albo parkingach przy autostradzie. Część z nich modliła się. Część odpoczywała. Część zostawiała ślad, bo potrzeba pozostawienia po sobie śladu okazuje się jedną z najbardziej trwałych cech ludzkiej natury.

Ale jest tu jeszcze coś więcej. Ten kościół był dostępny. Nie zamknięty. Nie ogrodzony. Nie chroniony szybą i alarmem. Stał otwarty na ludzi i wiatr przez dziesięciolecia. Każdy mógł wejść, obejrzeć freski i wyryć swoje imię w tynku. Dzisiaj nazwalibyśmy to dewastacją zabytku. W XVI wieku najwyraźniej postrzegano to inaczej. Dla wielu odwiedzających był to po prostu sposób powiedzenia: byłem tutaj.

Lassithiotakis odnotował ten obiekt lakonicznie jako Agios Pavlos (?) — ze znakiem zapytania, ponieważ nie był pewien wezwania świątyni. Tsougarakis rozwiał wątpliwości. Graffito numer 27, pozostawione przez Manuela Skoutariotisa w roku 1553, wymienia wprost: ναόν των Αγίων Αποστόλων Πέτρου και Παύλου — kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Pięćset lat później jedno wyryte zdanie rozwiązało problem, którego nie potrafił rozstrzygnąć katalog.

Czy to jest miejsce, które powinien zobaczyć każdy turysta? Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, że dla mnie było to jedno z ciekawszych odkryć ostatnich lat. Nie dlatego, że zachowały się tu najpiękniejsze freski Krety. Nie zachowały się. Nie dlatego, że architektura robi oszałamiające wrażenie. Nie robi. Freski są mocno zniszczone i trudno porównywać je z Agios Nikolaos w Maza czy kościołem Przemienienia Pańskiego w Meskla. To jednak historia na zupełnie inny tekst.

Bibliografia

Tsougarakis, Dimitrios, i Eleni Angelomati-Tsougaraki. Σύνταγμα (Corpus) Χαραγμάτων Εκκλησιών και Μονών της Κρήτης. Ateny: Κέντρον Ερεύνης του Μεσαιωνικού και Νέου Ελληνισμού της Ακαδημίας Αθηνών, 2015. ISBN 978-960-404-296-8.

Gerola, Giuseppe. Τοπογραφικός Κατάλογος των Τοιχογραφημένων Εκκλησιών της Κρήτης. Tłum. i oprac. Κώστας Ε. Λασσιθιωτάκης. Heraklion: Εταιρία Κρητικών Ιστορικών Μελετών, 1961.