Ikona Przemienienia Pańskiego
Jest taki moment przy oglądaniu starego fresku, kiedy oko już wie więcej niż mózg zdążył nazwać. Najpierw widzi się tylko owal — jasny, gorący, wyraźnie centralny — i postać w bieli, która stoi w nim tak spokojnie, jakby stanie w środku wybuchu światła było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Dopiero po chwili przychodzi rozpoznanie: to nie jest jedna scena, lecz trzy sceny naraz, rozegrane na tej samej ścianie, tym samym pędzlem, między tymi samymi postaciami — tylko w trzech różnych momentach czasu, które malarz bez cienia wahania złożył w jeden obraz.